Slot art Festiwal - nowy dźwięk, nowy wymiar, nowy człowiek

koncerty, muzyka, warsztaty, wykłady, teatr, kino, galerie, inicjatywy społeczne, experimental caffe, Lubiąż, pałac, scena, No Longer Music, slot tv, video


Wywiad z dyrektorem SLOT Art Festival - Radkiem Gr
08.07.2010 
Wywiad z dyrektorem SLOT Art Festival - Radkiem Gr

SB: Na pewno oprócz tych miłych chwil są też mniej przyjemne momenty w relacjach z mieszkańcami?

 RG: Tak, oczywiście. Część mieszkańców nie lubiła nas za to, że zabieraliśmy im wodę. Kiedy zaczynał się Slot, to w górnym Lubiążu brakowało wody. Wtedy też faktycznie powstaje drugie miasteczko w postaci uczestników festiwalu, jest głośno do późna w nocy.

SB: Jak wyglądały początki Twojej działalności w Slocie?

RG: W 1998 pierwszy raz przyjechałem ze znajomymi na Slot jako uczestnik. Później doszedłem do wniosku, że jest to na tyle fajna impreza, że warto się w nią zaangażować, więc zostałem wolontariuszem.

SB: Co wtedy robiłeś?

RG: Byłem w ekipie technicznej, przepychałem kibelki i tego typu rzeczy. Potem osoby, które koordynowały moją pracę stwierdziły, że jestem w stanie zapanować nawet nad kilkoma kibelkami, mam w sobie potencjał, który można wykorzystać.

SB: Czym się różni festiwal z czasów Giżycka od tego aktualnego?

RG: Tamten był bardziej kameralny, praktycznie wszyscy się znali, panowała bardzo rodzinna atmosfera. 

SB: Jakie były Twoje plany wobec festiwalu kiedy zostałeś jego dyrektorem?

RG: Zawsze chciałem, żeby Slot był taką przestrzenią do spotkania, dialogu człowieka z człowiekiem. Aby mogli tutaj dzielić się swoimi pasjami, umiejętnościami.

SB: Czy planowałeś na kilka lat do przodu, co będzie się działo na Slocie?

RG: Staram się przede wszystkim skupiać na bieżącej edycji festiwalu, że nie ma możliwości aby myśleć z wyprzedzeniem.

SB: Co do pochłaniania energii - podobno jesteś pierwszą osobą, która  rano pojawia się w biurze?

RG: Często tak jest. W biurze zawsze ktoś nocuje i to właśnie ja te osoby budzę, kiedy przychodzę rano.

SB: Czy Ty w ogóle sypiasz w trakcie festiwalu?

RG: Tak, zdarza się... Najbardziej intensywne są pierwsze dni, kiedy następuje zderzenie wielu osób, pomysłów i miejsc, które muszą ze sobą zagrać, potem już znajduję więcej czasu na sen.

SB: Slot angażuje Twój czas nie tylko przed festiwalem, ale też dużo wcześniej. Co na to Twoja żona?

RG: Tak, faktycznie 3 miesiące przed festiwalem to są już bardzo intensywne przygotowania i zajmuje największą przestrzeń w moim życiu. Moja żona jest bardzo kochana i wyrozumiała, a poza tym podoba jej się to, co robię.

 SB: Skąd czerpałeś inspirację do pomysłów na to, co ma się dziać na Slocie? Nie ma podobnej imprezy w Polsce.

RG: Mieliśmy takie szczęście, że wokół nas pojawiały się osoby z otwartymi umysłami i wspaniałymi umysłami. Często nie mogli znaleźć    przestrzeni, aby się zaprezentować. Między innymi dzięki temu, że jestem po administracji, udało nam się w uporządkowany współpracować z wieloma artystami. 

SB: Co daje Ci największą radość w tworzeniu tego festiwalu?

RG: Miałem kiedyś problemy z alkoholem i z narkotykami. Na Slocie spotkaliśmy ludzi, którzy w nieinwazyjny sposób powiedzieli nam, że Bóg jest tą osobą, która może nam pomóc. Miałem taki moment, kiedy powiedziałem Bogu „jeżeli naprawdę istniejesz, to ja już nie chcę żyć tak jak do tej pory, proszę przyjdź i zrób coś...” Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu tak się stało. Doświadczyłem ogromnej przemiany w swoim życiu. Wiem, że podobne rzeczy przeżyli też inni. 

Dzisiaj kiedy spotykam ludzi, którzy mieli kiedyś ogromne problemy w swoim życiu, a teraz są na prostej drodze, dzięki temu, że m.in tutaj na festiwalu mogły poznać Boga, to sprawia mi to ogromną radość.

SB: Amen! Czy klimat festiwalu w tej chwili jest taki sam jak przed laty?

RG: Myślę że tak i to pomimo tego, że pokolenie, które teraz przyjeżdża jest już zupełnie inne. Wciąż tutaj można spotkać się z wielką otwartością, ludzie dają z siebie wszystko, co najlepsze. Spotykam osoby, które czekają cały rok na festiwal i na jego atmosferę.

SB: Chcę zapytać też o mniej sympatyczną stronę organizacji SAF: zdarzają się coraz częściej ludzie, którzy przyjeżdżają tu, aby się napić, rozmijając się z założeniami imprezy.

RG: Robiąc imprezę na kilka tysięcy osób nie można oczekiwać, że przyjadą same aniołki, ale też ludzie z problemami. Kiedy ja byłem pierwszy raz na Slocie, to nie przyjechałem po to, żeby się modlić, ale napić się i pobawić. Wiem, że teraz też przyjeżdżają tacy slotowicze.

SB: Czy zdarzają się pomysły, które nie przeszły na Slocie?

RG: Tak, w tym roku jedna dziewczyna chciała zorganizować warsztaty z uwodzenia, nie zgodziliśmy się na to, bo zajęcia miały podtekst manipulacyjny.

SB: Jakie chciałbyś wprowadzić zmiany w kolejnych edycjach SAF?

RG: Chciałbym pozyskać konkretne źródła dofinansowania, które pozwolą nam w ciekawy sposób się rozwinąć. Mielibyśmy lepsze zaopatrzenie na warsztatach, więcej osób mogłoby też  nich skorzystać.